Poradnik
Jak usunąć zapach dziczyzny. Skąd się bierze i jak go uniknąć
Opublikowano

Nieprzyjemny zapach dziczyzny rzadko jest winą samego mięsa. Wyjaśniam, kiedy pojawia się naprawdę, jak mu zapobiec już w łowisku i co zrobić w kuchni, gdy mięso z kozła z rui, daniela z bekowiska czy dzika z huczki trzeba jednak „odczarować”.
Zapach to zwykle wina człowieka, nie zwierzęcia
Wiele osób krzywi się na samo słowo „dziczyzna”, bo pamięta z dzieciństwa mielone albo pieczeń o ciężkim, nieprzyjemnym zapachu. Jestem przekonany, że takie wspomnienia rzadko mają cokolwiek wspólnego z dobrym mięsem. Ich źródłem była najczęściej zwierzyna wypatroszona za późno, zaparzona, a nieraz pochodząca z kłusownictwa, z wnyków, czyli z najgorszego możliwego źródła.
Prawidłowo pozyskana i przygotowana dziczyzna pachnie lasem, a nie stajnią. Dlatego walkę z zapachem zaczynam nie w kuchni, ale w łowisku.
Co dzieje się z mięsem po strzale
Żeby zrozumieć, skąd bierze się zapach, trzeba wiedzieć, co dzieje się z tuszą w pierwszych godzinach i dniach.
- Zaraz po strzale mięso jest soczyste, ale twarde i ma wyraźny, ostry zapach.
- Po 2–8 godzinach pojawia się stężenie pośmiertne i trwa dobę lub dwie. W cieple zaczyna się szybciej, w mrozie później. U zwierzyny długo gonionej przez psy może przyjść niemal od razu. Tusza w stężeniu ma najgorszą jakość, a niestety właśnie wtedy najczęściej się ją bieli i rozbiera.
- Po ustąpieniu stężenia mięso odzyskuje soczystość. W mięśniach glikogen zamienia się w kwas mlekowy, a odczyn spada z około 7,2 do 5,4–5,5. Enzymy rozluźniają włókna, więc mięso kruszeje, łagodnieje w zapachu i nabiera smaku.
Wniosek jest prosty: dojrzała tusza traci ostry zapach sama, bez żadnej bejcy. Tusza sarny albo małego dzika dojrzewa w skórze 1,5–2 doby w 5–7°C albo 2–3 doby w 0–4°C. Więcej o tym piszę w poradniku Domowa dojrzewalnia i rozbieralnia dziczyzny.
Jak zapobiegać już w łowisku
- Patroszyć od razu. Szczególnie wiosną i latem tuszę trzeba wypatroszyć natychmiast po strzale, wytrzeć od środka z farby jałowym opatrunkiem i rozeprzeć powłoki brzuszne patykami, żeby odparowała.
- Schłodzić. Najlepiej powiesić zdobycz w przewiewnym miejscu, a potem w chłodni. Nic nie zastąpi własnej, choćby małej chłodni.
- Nie zamykać w folii. Świeże mięso w plastikowym worku po kilku godzinach jazdy robi się oślizgłe i traci wygląd. Do przewozu i krótkiego przechowywania owijam mięso w papier.
- Ptactwo skubać na ciepło. Kaczki oskubuję jeszcze w łowisku, tego samego dnia. Wtedy tuszki szybko stygną i mięso się nie zaparza. Stos ptaków zwalony w bagażniku to najprostszy sposób, żeby zepsuć zdobycz.
- Zająca nie trzymać za długo w skórze. Dawniej szaraki wieszano nawet na dwa tygodnie. Kto nie lubi dziczyzny „z wiatrem”, może zdjąć skórę zaraz po polowaniu, choć dobrze jest dać tuszce zwiotczeć w chłodni.
Kiedy zapach jest naturalny
Są sytuacje, w których nawet najstaranniej obrobiona tusza ma mocniejszy aromat. To nie wada, ale cecha surowca, którą trzeba znać:
| Zwierzyna | Kiedy | Co robię |
|---|---|---|
| Kozioł (sarna) | w czasie rui, od połowy lipca do sierpnia | dojrzewanie w chłodni, potem bejca octowa |
| Daniel | w czasie bekowiska; zapach rujowy jest silniejszy niż u jelenia | mocna bejca octowa albo warzywno-winna |
| Dzik | odyniec z huczki, sztuka strzelona „na miękkie” | ostra bejca octowa zamiast warzywnej |
| Zwierzyna odnaleziona po kilku godzinach | mięso „z wiatrem” | mocna bejca octowo-korzenna |
| Dzika gęś, stare kaczki | po dłuższym kruszeniu | moczenie w kilku wodach, potem marynata |
Zupełnie inaczej jest z cielakami, koźlętami i młodymi daniela strzelonymi zimą. To mięso delikatne jak cielęcina, które nie wymaga ani długiego bejcowania, ani pozbywania się zapachu.
Bejca octowa na mocny zapach
Gdy chcę usunąć zapach kozła z rui albo dzika z huczki, sięgam po bejcę octową. Najpierw jednak tusza musi dojrzeć w chłodni.
- Zagotuj 4 szklanki wody z 1 szklanką octu 10% i ostudź.
- W małym termosie zaparz zioła: jałowiec, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy i to, co lubisz. Ja dodaję zioła prowansalskie, czubrycę, kolendrę, odrobinę szałwii i estragonu, tymianek, gorczycę, szczyptę pieprzu cayenne i przypraw korzennych. Pieprzu daję sporo, bo dobrze konserwuje.
- Spróbuj naparu. Jeśli ci smakuje, wlej go do zimnej zalewy. Jeśli nie, zrób nowy, bo niesmaczny napar zepsuje mięso.
- Mięso zalej i trzymaj w chłodzie od kilku godzin do kilku dni, zależnie od wielkości kawałków.
Swoją proporcję ziół najlepiej znaleźć metodą prób i błędów. Do mięsa szczególnie mocnego możesz dodać cebulę w piórkach i czosnek, a całość zalać jeszcze ciepłą.
Łagodniejsze sposoby
Nie każde mięso potrzebuje octu. Często wystarczy coś delikatniejszego:
- Serwatka lub maślanka z zaparzonymi ziołami i garścią rozgniecionego jałowca, na dobę lub dwie. Świetna do świeżego kozła i do łopatki sarny. Serwatkę można dziś kupić także w proszku i rozpuścić w zimnej wodzie.
- Mleko do wątróbki. Plastry wątróbki moczę w mleku przed smażeniem.
- Kilka zmian wody do dzikiej gęsi. Po oskubaniu i wypatroszeniu moczę ją w paru wodach, a dopiero potem marynuję.
- Obgotowanie i odlanie wody przy rosole z ptactwa. Tuszkę zagotowuję, wylewam wodę, płuczę mięso i dopiero wtedy gotuję rosół.
Najważniejsze w skrócie
Zapach dziczyzny nie jest czymś, z czym trzeba walczyć w każdym garnku. Jeśli tusza była szybko wypatroszona, schłodzona i dojrzała, młodego mięsa nie trzeba nawet marynować. Bejcę octową zostawiam na sytuacje, w których surowiec naprawdę jej wymaga: na koziołka z rui, daniela z bekowiska i dzika z huczki.
Przydał się poradnik? Podziel się nim ze znajomymi.